Wspomnienia Zdzisława Baszaka

Członkiem spółdzielni zostałem… za karę! (wspomina Zdzisław Baszak)

Pan Zdzisław Baszak, należący do grona założycieli TSM pamięta, że większość założycieli pochodziła ze słynnej tarnowskiej spółdzielni „Fructona” gdzie był przewodniczącym Rady Zakładowej.

Kiedy „wybuchła” idea powołania spółdzielni mieszkaniowej trzeba było przecierać pierwsze ścieżki. Mało kto wierzył, że to się może udać. Były rozmaite obawy, trudności, stwarzane także przez tamtejsze władze. Przyszłych członków trzeba było namawiać do wstąpienia, werbować wręcz. Prym tu wiódł Wiesław Kozioł, wieloletni prezes spółdzielni „Fructona”. Byłem jego kolegą szkolnym z gimnazjum i tak się złożyło, że i ja znalazłem się wśród założycieli.

Ludzie byli nieufni wobec tej inicjatywy, były rozmaite obawy, trudności stwarzane także przez tamtejsze władze. I dlatego tych członków -założycieli trzeba było na rozmaite sposoby prze­konywać, werbować wręcz…

Bardzo aktywny jako założyciel był Wiesław Kozioł, ja byłem jego kolegą z gimnazjum i jakoś tak znalazłem się, jako pracownik „Fructony”, w tym gronie. Ale  do  spółdzielni  trafiłem  poniekąd… za karę.  Poróżniłem się z Koziołem jako szefem „Fructony” w jakiejś ważnej kwestii, a ten wręcz nakazał mi wpisanie się do nowo powstającej spółdzielni mieszkaniowej. No to się wpisałem.

Zwerbowałem szwagra na początek, on kolejnych kilku. Przychodzili do nas na karty, i tam ich przekonywaliśmy. Co najmniej 40 procent pierwszych członków pochodziło tym sposobem ode mnie. Księgową została wtedy pani Nowożeniuk, główna księgowa z „Fructony”, a pełniącym obowiązki przewodniczącego był Wiesław Kozioł, bo władza nie bardzo chciała się na niego, jako bezpartyjnego, zgodzić.

Z czasem spodobała mi się idea spółdzielczości, widziałem sens istnienia takiej formy budownictwa mieszkaniowego i pozyskiwania mieszkań. A tamtejsze czynsze? Dało się wytrzymać.